Zła na własne życie

Najchętniej usiadłabym na chodniku, deszcz spadałby na mnie a ja bym tak siedziała i płakała. Niby nic się nie dzieję, ale nie radzę sobie ze swoim życiem.

TĘSKNIE i to jest prawda. Cały czas liczę, że może On się w końcu określi rzuci wszystko i po prostu będzie jak dawniej.
Nie potrafię z Niego zrezygnować ale coraz częściej przytłacza mnie ta znajomość.
On później dzwoni rozmawiamy przez godzinę jak z nikim innym. Potrafimy sie nawet pokłócić. On chyba nie rozumie, że mam tylko jego….

Tak wiem, mam dużo szczęścia. Jak to On wczoraj uznał idź i bądź szczęśliwym człowiekiem, bo wiesz ze mi nie można ufać…. Nie potrafię być szczęśliwa bez Niego, jeszcze nie.

Tak mam dużo szczęścia. Jednak nie potrafię być szczęśliwa, jak rodzice co weekend chodzą nawaleni. Tak mam szczęście, bo mam gdzie mieszkać i zawsze o mnie dbali. Ale przez nich boję się, że tak będzie wyglądać moje życie. Bardzo się boje..

Tak powinnam być szczęśliwa. A jestem zła, bo nic z nim nie robię

Strach przed utratą

Chyba znowu mam ogromny problem…
Chyba znowu sobie z Nim nie radzę….
Z jednej strony wiem, że to co robię jest złe, bo przecież On ma dzieci…
Ale to przecież, nie ja odebrałam tym maluchom ojca tylko Ona nie mówiąc mu o Nich…
Czy zawsze szczęście innych musi być ważniejsze od mojego ?

 

Boję się o niego, zawsze był przy mnie ale teraz nie wiem czy go nie stracę.
Raz uznał, że możemy być tylko przyjaciółmi mamy spotykać się tylko na mieście nie w jego mieszkaniu, bo zawsze lądujemy w łóżku. Uszanowałam jego decyzję, tym bardziej ze powiedział, że zależy mu na matce dzieci. Chciałam dać mu czas, stworzyć dystans między nami. Ale On chyba nie potrafi tego zrobić… Oboje nie potrafimy zakończyć tej relacji, nie możemy z niej zrezygnować.

Oczywiście nadal spotykamy się u Niego. Nadal rozmawiamy codziennie. Nadal nie potrafimy z siebie zrezygnować. Jak jesteśmy razem, czuje, że mu zależy. Uwielbiam zasypiać obok niego… Ale za każdym razem jak wychodzę, martwię się co bedzie dalej… Czy wróci do niej czy po prostu Ona jest dla niego ważna bo mają dziecko….

Wczoraj napisał, że w nocy jedzie do pracy. Prosiłam zeby na siebie uważał… Odpisał, że skoro mała śpi, matka dzieci idzie spać i ja też jestem w łóżku to wszystko bedzie dobrze… Myślę, że jest trochę rozdarty w tym „trójkącie”….
Nie wiem jakie relację, dzielą jego z Nią. Może ja wychodzę rano a Ona przychodzi w południe do niego. Boje się, że tak jest. Panicznie się boję, że stracę K……
A może to ja powinnam odejść, pozwolić mu zmarnować sobie życie z Nią, ale wtedy dzieci będą szczęśliwe, bo będą miały Ojca.

Po burzy przyszła burza

Od kiedy Krystian zniknął z mojego życia wiedziałam, że pojawisz się w nim Ty.
K zawsze był gdzieś w moim życiu, jako przyjaciel, jako kompan do piwa, ale nigdy nie dopuszczałam go bliżej choć próbował. Zawsze jakoś tak było, że oboje bylismy w związku. Teraz to się zmieniło. Oboje woli, młodzi, bez zahamowań. Może wyjdzie coś dobrego myślałam…

Ale nie byłabym sobą, skoro tu jestem znaczy, że coś się dzieje. Dzieje się dużo i sama nie wiem co dokładnie. Tak jestem z K, był sex tak oboje tego chcieliśmy, ale nie spodziewałam się,że po nim On nie będzie odzywał się trzy dni. Może byłam aż tak kiepska, może coś mu się stało, może miał wypadek, może ma inną. Tak to  były moje pierwsze myśli. Jednak jak się okazało On był za granicą….
Tak jestem zawiedziona bo za granicę nie jedzie się 3 sekundy miał mnóstwo czasu żeby wysłać jebanego smsa. No kurwa….
Dziś rozmawialiśmy, Oboje jesteśmy zmęczeni. On nie potrafi mi zaufać sam nie wie czego chce. Ale jak można być w związku, razem ale sobie nie ufać.
Boje się, że zrobił coś złego, że nie damy sobie z tym rady. Że ja tego nie uniosę.

Nie wiem wymyślam, co mógł zrobić. Może przemyt dragów, samochodów. Może jednak jego ex była w ciąży i skrobanka. Nie wiem jestem zmęczona.

Uznał, że do jutra podejmie decyzję co z nami, ale Boże jak tak można przecież ja i moje uczucia nie jesteśmy jakąś zabawką. Rozpadam się i nie wiem czy się po tym podniosę

Koniec

Może powinnam wysłać Ci poprzednią wiadomość…. Może byś zrozumiał co czuję, dlaczego tak bardzo nie chce Cię stracić.
Dziś już nie ma co pisać… Podjąłeś decyzję, usunąłeś mnie ze swojego życia. Teraz muszę zacząć żyć bez Ciebie z pustką w sercu, z tym cholernym bólem kiedy widzę Cię, kiedy nie rozmawiamy. Tak udaję, że wszystko jest dobrze. Dobrze wiesz, że tak nie jest, że nie płaczę tylko dlatego, że inaczej rozpadłabym się na drobne kawałeczki i nie miałby kto mnie posklejać.
Tak płaczę, czasami mam wieczorne załamania bo wiem co akurat zazwyczaj robiłeś.
Codziennie budzę się o 6 bo wiem, że wstajesz do pracy i nie widzę od Ciebie żadnej wiadomości. Tak brakuje mi mojego przyjaciele bo przez ten czas się nim staleś.

Wiem nie istnieje przyjaźń damsko-męska, ale ja jestem masochistką i tak bardzo tego chce :(

Nie wysłana wiadomość

Siedzę i płaczę bo się boję.
Zapytasz czego się boję ?
Odpowiedz jest, tak prosta ze aż banalna
Boję się, że Cię stracę. Że będę Cię widzieć raz na miesiąc i to nam nie wystarczy.
Tak bardzo mi, źle ze nie ma Cię przy mnie.
Ze nie możesz mnie poskładać w całość bo właśnie się rozpadam bez Ciebie.
Wiem, to nie Twoja wina, moja też nie.
Ale tak bardzo się boję….
Nie wystarczają mi już rozmowy, potrzebuję, żebyś tu był u tulił mnie do siebie powtarzając, że nigdy z nas nie zrezygnujesz….
Nigdy Ci tego nie powiem, ale potrzebuję Twoje obecności częściej w moim życiu.
Moja nowa praca na etacie, uczenia i praca licencjacka i Ty. Tak strasznie się boję, że coś się nie uda.
Czasem mam wrażenie, że mógłbyś ale nie chcesz. Mówisz, że nie masz wolnego czasu. Ale mi wystarczy, że odprowadzisz mnie na przystanek, byle tylko chwila czasu z Tobą.
To był ciężki tydzień, ale jeszcze gorsze przed nami…
Ale czy przetrwamy ?

Żałuję, że nie potrafię z Tobą o tym rozmawiać… Mam wrażenie, że nie dorosłeś i nie doceniasz tego co masz. Masz mnie, powinnam być najważniejsza…. Powinnam się tak czuć.
Niby czuje ze się starasz, czuje się wazna jak się widujemy… Ale strasznie mnie boli, że robimy to tak rzadko.
Może ze mną coś jest nie tak. Ale potrzebuje Cię częściej i bardziej intensywnie.

So I’m gonna love you like I’m gonna lose you
And I’m gonna hold you like I’m saying goodbye

Zbyt mało wypowiedzianych słow

Chciałam żeby ten rok był spokojny, żeby nic mnie nei odciągało od licencjatu. Zjawił się On. Tak cholernie tego potrzebowałam. Ale coraz bardziej dostrzegam to jaka jestem łatwowierna. Jak zrobiłabym wszystko, pomieniała swoje plany byleby się z nim spotkać byleby z nim być. Ale czy On zrobiłby to samo ?
Tak wiem faceci są emocjonalnie uszkodzeni, ale to w końcu On pierwszy powiedział „Kocham” Może to dlatego ze chciał zaciągnąć mnie do łózka, choć w to wątpię bo nie było to czego się spodziewałam.

Może to moja wina…
Zawsze to ja byłam tą stroną zaangażowaną emocjonalnie, a teraz tak lubię go. Kocham spędzać z nim czas i z nim rozmawiać ale nie czuje motylków w brzuchu.Czuje własnie ze On czasami bardziej emocjonalny choć to ja non stop zabiegam o jego uwagę, Jakbym sie czegoś bała. Tak boję się ze go stracę. Może staram się oszukać Jego i samą siebie bo tak strasznie boję się bycia samotną.
Z Nim tez czuje się trochę sama… Ale zawsze mam do kogo męczyć moimi wiadomościami jak nie radzę sobie ze światem.

 

Może to właśnie o to chodzi? Zeby być razem, szanować się, przebywać ze sobą i budować po kolei to uczucie.
Zazwyczaj jest tak ze ludzie się poznają, przyjaźnią a później próbują stworzyć związek, który przypieczętowują sexem i czułością.

My co prawda znaliśmy się z widzenia, zwykła znajomość z pracy. On zawsze potrafił mnie rozśmieszyć. On przeze mnie dostawał nagany. Zawsze coś mnie do niego ciągało. Może fakt ze był taki niedostępny, że nic o Nim nie wiedziałam, Ze w końcu był kimś kogo nie znali moi znajomi/rodzina.
Postanowiliśmy być razem. Nadal się poznajemy. On poznaje moją dziwną złożoną psychikę, wielu rzeczy o mnie nie wie. On też wiele mi nie mówi.

Tak musimy zacząć ze sobą rozmawiać choć idzie nam to oponie ;/

Boję się… Cholernie się boję

Boje się tak cholernie się boję, że mu nie wystarczę. Ze jednak dojdzie do wniosku, że nie chce ze mną być.
Jest dobrze, ale mam złe przeczucia.
Jak ja zaczynam się angażować to to może on ucieknie ?

 

Tak bardzo przyzwyczaiłam się do jego obecności, nawet zaczęłam pozytywnie myśleć nad jego pomysłem wspólnego mieszkania. Może zbyt dużo oczekuje… Może to ze mną jest coś nie tak.

 

 

Jesteśmy ale czuję się bardzo samotnie, tym bardziej ze nie mogę się do niego przytulić dziś kiedy najbardziej go potrzebuje, coś we mnie pęka…

….

Dopięłam swego jestem z nim. W końcu chciałam tego… Ale czy aby zależało mi na takiej relacji? Widujemy się prywatnie raz na tydzień właściwie chyba gdyby nie moja nachalność pewnie jemu starczyłoby widywanie się w pracy, bo przecież w końcu spędzamy razem czas. taaa

 

Chciałam to mam, jestem w związku z facetem, którego prawie nie znam. On też mnie nie zna

Szczęśliwa ? ….

Tak, zawsze tu wracam jak cos się dzieje….
Jestem z Młodym, jesteśmy w związku od miesiąca, ale czy to aby na pewno związek?

Zaczęło się od tego, że razem kończyliśmy pracę i jakoś wpadliśmy na siebie na przystanku… Poszliśmy na piwo, później wspólne kibicowanie na meczu- ja traktowałam to jako wypad znajomych z pracy, On raczej też.
No i co później skype, wielogodzinne rozmowy na fejsie. I w końcu go zapytałam czy to tylko taka gra i jesteśmy kolegami z pracy czy jednak może coś więcej, nie miałam nic do stracenie. Uznaliśmy, że spróbujemy.
Walentynki spędzone razem, pod wspólną kołdrą w jednym łóżku, było miło, nawet bardzo. Ale nie przekroczyliśmy granicy.
Próbujemy budować ten związek ale pogodzenie tego z Jego i Moją praca oraz uczelnią nie jest wcale takie łatwe. Może byłoby gdyby On chciał tak bardzo jak ja. Może za bardzo mi zależy, może nie potrafię z Nim rozmawiać , może chce za dużo ?
Zbyt wiele znaków zapytania
Czasem nie wiem czego On chce. Było ostatnio u mnie było na prawdę miło, poznał nawet moich rodziców. Ale ciągle mam wrażenie, że albo się czegoś boi, albo może go nie pociągam, może nie wie jak to zakończyć.
Denerwuje mnie fakt, ze wiem ze nic nie robi albo siedzi na fejsie ale nie napisze do mnie, nie zapyta co słychać, nie wyśle mi smsa na dobranoc.
Zbyt dużo wymagam? Może wierzę w miłość absolutną, do której On nie jest stworzony ?
Tak ostatnio napisał, że Mnie Kocha… Ale ile w tym prawdy a ile bzdury, żebym się nie złościła ?

Nie wiem ale się boję, że go stracę, albo ze za bardzo się w nim zatracę i będzie bolało ….

 

BOJE SIĘ CHOLERNIE SIĘ BOJĘ

Co się ze mną dzieje?

Nie mogę doczekać się momentu kiedy zobaczę K, jak chwilę z nim rozmawiam to wgapiam się w jego twarz jakby był nie wiadomo jak przystojny. Jak go widzę chce go pocałować przytulić. Ale przecież jesteśmy tylko znajomymi z pracy, znamy swoje imiona wiemy na jakie zmiany pracujemy, wiemy co każde z nas robi w dzisiejszy piątkowy wieczór. Jesteśmy z K w identycznym wieku wiec możne nazbyt wiele od niego oczekuje,żeby zaprosił mnie na kawę, przecież faceci w moim wieku myślą tylko o sexie.

 

Czasem jak rozmawiam z dziewczynami z roku, zaczynam myśleć, że coś mnie ominęło, że zostałam pominięta. Szalona wie ze przeprowadza się do Grecji , A wie, że zamieszka z T- nawet planują zaręczyny. Wokół pełno ślubów…. Tak jestem młoda, za młoda żeby się tym przejmować i wiązać się z kimś na całe życie. Ale boję się, że jeśli nadal tak będzie nagle obudzę się po 30 sama…

 

A tak nawiasem mówiąc niech ten tydzień się skończy….

 

„Mogę wziąć dobre win i iść tańczyć w deszczu z Tobą ”